Magia sztucznych rzęs

Ostatnio spotkałam się ze znajomą, z którą nie widziałyśmy się wieki. Zmieniłam się trochę od czasów liceum, kiedy razem chodziłyśmy do szkoły. Wtedy bojówki, ciężkie buty, koszulki z czaszkami i nazwami różnych metalowych zespołów były moim codziennym ubiorem. Nie malowałam się, a jeśli już zdecydowałam się na taki krok, była to mocno rozjaśniona twarz do wręcz trupiej bladości i oczy pomalowane całkowicie na czarno ciężkim cieniem do powiek. Bardzo lubiłam ten styl i dalej go lubię, jednak złagodziłam go trochę przez lata. Teraz owszem, dalej ubieram się na czarno, ale jest w tym nieco więcej elegancji. Kolczaste bransoletki zamieniłam na ciężką, srebrną biżuterię, mój makijaż choć odważny i często nietypowy nie budzi już kontrowersji. Potrafię podkreślić atrybuty mojej twarzy tak, żeby wyglądać zarówno ciekawie i oryginalnie, jak i po prostu korzystnie.

Przed spotkaniem z koleżanką zdecydowałam się na przedłużanie rzęs. Robiłam to już nieraz, jednak ostatnio nie miałam na to czasu, więc idąc na spotkanie byłam praktycznie świeżo po zabiegu, a moje rzęsy wyglądały oszałamiająco. Nie pomalowałam się więc w ogóle, założyłam czarną sukienkę, czarny żakiet i wyruszyłam na spotkanie.
rzęsy sztuczne

Kiedy koleżanka mnie zobaczyła, mina jej mocno zrzedła. Z początku nie wiedziałam, o co chodzi, ale w końcu wykrzyknęła:
– Sztuczne rzęsy? Wyglądasz fantastycznie!
Byłam mile zaskoczona reakcją dawno niewidzianej koleżanki. Spodziewałam się krytyki, a tu taka niespodzianka.
– Rzęsy jak rzęsy sztuczne czy nie, przecież to tylko… rzęsy! – powiedziałam, rumieniąc się z radości.

Po wielu przegadanych godzinach, moja koleżanka sama zdecydowała się na przedłużenie rzęs. Nawet poleciłam jej kosmetyczkę, u której wykonywałam zabieg.

This entry was posted in kosmetyki, uroda, Uroda. Bookmark the permalink.